> Poèmes extraits de Hologrammes/​Hologramy

Poèmes extraits de Hologrammes/​Hologramy

Par | 2018-05-21T16:57:15+00:00 24 avril 2017|Catégories : Blog|

 

 

Nos affaires ter­restres

On se taqui­ne­ra pour savoir qui est qui

Pour s’amuser en quelque sorte en ce retour de Sibérie

Le pre­mier retour concer­nait la carte et les kilo­mètres

Le deuxième – le temps et les secondes

On ne sait qui est le mot qui la pen­sée et qui l’imagination

Comme des conti­nents de bas-reliefs

Le vrai est impos­sible à gra­ver dans la pierre

Le der­nier est un rocher per­cé par la lance de l’eau

Tel le rocher de la poé­tesse qui saute dans le gouffre marin

Le gouffre ouvre les bras et la mer dévoile le Visage d’une Autre Terre

 

 

 

Nasze ziem­skie sprawy

Będziemy się prze­ko­mar­zać kto jest kim

By jakoś zaba­wiać się w tym powro­cie z Syberii

Pierwszy powrót dotyc­zył mapy i kilo­me­trów

Drugi – cza­su i sekund

Nie wia­do­mo kto jest sło­wem kto myślą a kto wyo­braź­nią

Jak kon­ty­nen­ty z płas­kor­zeź­by

Prawdziwy jest nie do wyku­cia w żad­nym kamie­niu

Ostatni jest skałą prze­bitą włócz­nią wody

Jak skała z poetką wska­ku­jącą w prze­paść mor­za

Przepaść otwor­zy ramio­na a morze odsło­ni Twarz Nowego Lądu

 

 

 

 

 

Inversement pro­por­tion­nel au tout

 

Tu pleures des étoiles comme l’univers qui ne connaît pas sa mère

Le cos­mos s’éveille en sor­tant des manches de ses envoyés la pointe d’une flèche mor­telle

Le sou­ve­nir de cette souf­france a péné­tré toutes les étoiles

Elles versent le rouge des lèvres de feu de quelqu’un qui com­pa­tit avec elles

Restent des traces san­glantes comme la langue des étoiles dans la constel­la­tion du corps qui s’en va

La pla­nète bleue est comme une bague sur l’index d’une vic­time sur le majeur d’un tor­tion­naire

Deux pôles comme deux pla­teaux d’une balance sur les­quels pèse non pas tant l’effet que la cause

 

 

 

Odwrotnie pro­porc­jo­nal­nie do całoś­ci

 

Płaczesz gwiaz­da­mi jak wsze­chś­wiat któ­ry nie zna swo­jej mat­ki

Kosmos bud­zi się ze snu wyj­mu­jąc z rąk swoich posłańców ostr­za śmier­tel­nej str­zały

Pamięć tego cier­pie­nia prze­niknęła wszyst­kie gwiaz­dy

Sączą czer­wień z ognis­tych ust kogoś kto współodc­zu­wa z nim

Pozostają krwawe śla­dy jak język gwiazd w kons­te­lac­ji odchodzą­ce­go ciała

Błękitna pla­ne­ta jest jak pierś­cień na wska­zu­ją­cym pal­cu ofia­ry i środ­kowym pal­cu opraw­cy

Dwa bie­gu­ny jak dwie szale wagi na któ­rych ciąży nie tyle sku­tek co przyc­zy­na

 

 

 

 

 

Cristal

 

Tu te penches sur le Nombre afin d’en voir plus de la fenêtre que la vue

Tu te penches sur le Nombre que l’on voyait de la fenêtre de la cui­sine

Quand tu étais enfant le Nombre venait à toi

Demandait du pain avec du beurre et une allu­mette allu­mée

Tu savais son drame : désir d’un espace ouvert et de lumière

Ici entre les bâti­ments claus­tro­phobes

Il implo­rait comme la sen­si­bi­li­té qui implore dans le poème

L’élaboration de la dou­leur par­faite

Quintessence d’une mise à nue de soi et du monde

Le Nombre fait frire des crêpes et demande que l’on attende les lutins du bon­heur

A l’abri du Nombre tu as éle­vé une mai­son pro­vi­soire

Voyant comme cha­cun de tes pas ponc­tue la pré­sence

Séparé de ce qui devrait être su

Tu as choi­si l’invisible car la réa­li­té a tra­hi

Le Nombre que l’on ne peut dénom­brer en gens

On dit : la répé­ti­tion est acci­den­telle

Comme si on n’avait pas remar­qué la res­sem­blance entre le com­men­ce­ment et la fin

Départ arri­vée départ – même pla­nète sans cesse

Manque d’amour et l’amour est ce même

Paradoxe for­mu­lé d’une autre manière

Je t’aime entre autres

Les liens entre les mots tels les liens entre les gens

S’agencent comme les atomes dans le cris­tal

Sans com­prendre que cha­cun d’eux est à sa place propre

Chaque dia­logue est dif­fé­rent et pour­tant sans cesse le même

Comme la struc­ture du cris­tal

Triompher du mul­tiple : tou­jours cette même résis­tance face au tou­cher

Un gars avec une étoile tatouée au bras droit

Distingué de la foule il a pour nom Intouchable

Comme s’il exis­tait en lui l’unité

Comme s’il consti­tuait tout le conte­nu du cris­tal

Comme s’il pour­sui­vait un dia­logue inin­ter­rom­pu avec lui-même

Il pré­sente la soli­tude comme des nombres

Il des­sine une nou­velle suite de chiffres sur le cadran

L’ordre des consé­quences comme s’il com­po­sait un nou­vel alpha­bet

Se désa­grège et fusionne tombe une goutte dorée

Le Nombre joue à la pluie et assemble her­mé­ti­que­ment les murs de la mer

Le Nombre dans la lim­pide cir­cu­la­tion san­guine du monde des­sine ton souffle sur le ciel

 

 

 

Kryształ

 

Zastanawiasz się nad Liczbą by wid­zieć z okna coś wię­cej niż widok

Zastanawiasz się nad Liczbą którą było widać z okna kuch­ni

Gdy byłaś dzie­ckiem Liczba przy­chod­ziła do cie­bie

Prosiła o chleb z masłem i zapa­loną zapałkę

Znałaś jej dra­mat : pra­gnie­nie otwar­tej przes­tr­ze­ni i światła

Tutaj międ­zy klaus­tro­fo­bicz­ny­mi budyn­ka­mi

Skomlała jak wraż­li­wość któ­ra skom­li w wiers­zu

Wypracowanie bólu dos­ko­nałe­go

Kwintesencja obnaża­nia sie­bie i świa­ta

Liczba smaży naleś­ni­ki i każe cze­kać na skr­za­ta szczęś­cia

W cie­niu Liczby sta­wiałaś pro­wi­zo­rycz­ny dom

Widząc jak znac­zy obec­noś­cią każ­dy twój krok

Odcięta od tego co powin­no być wia­dome

Wybierałaś nie­wid­zialne bo rzec­zy­wis­tość zdrad­zała

Liczba któ­ra nie jest prze­lic­zal­na na lud­zi

Mówią : pow­tar­zal­ność jest przy­pad­ko­wa

Jakby nie zau­waży­li podo­bieńst­wa międ­zy począt­kiem i koń­cem

Odchodzi przy­chod­zi odchod­zi – wciąż ta sama pla­ne­ta

Brak miłoś­ci i miłość jest tym samym

W inny sposób opo­wied­zia­ny para­doks

Kocham cię międ­zy inny­mi

Związki międ­zy sło­wa­mi jak związ­ki międ­zy ludź­mi

Układają się jak ato­my w krysz­tale

Nie rozu­mie­jąc że każ­dy z nich jest na właś­ciwym mie­js­cu

Każda roz­mo­wa jest niby inna a wciąż ta sama

Jak struk­tu­ra krysz­tału

Przezwyciężanie wie­loś­ci : wciąż ten sam opór przed doty­kiem

Chłopiec z wyta­tuo­waną gwiazdą na pra­wej ręce

Wyodrębniony z tłu­mu na imię ma Nietykalny

Jakby zaist­niała w nim jed­ność

Jakby sta­no­wił całą zawar­tość krysz­tału

Jakby pro­wad­ził nieus­tanną roz­mowę z samym sobą

Przestawia samot­ność jak licz­by

Rysuje nową kole­j­ność cyfr na cyfer­bla­cie

Porządek następstw jak­by usta­na­wiał nowy alfa­bet

Kruszy i sca­la spa­da zło­ta kro­pla

Liczba bawi się w deszcz i szc­zel­nie domy­ka ścia­ny mor­za

Liczba w prze­jr­zys­tym krwioo­bie­gu świa­ta rysuje twój oddech na nie­bie

 

 

 

 

 

X