> Hologrammes/​Hologramy

Hologrammes/​Hologramy

Par |2018-12-14T16:21:18+00:00 1 mars 2017|Catégories : Blog|

 

Traduction Isabelle Macor

 

Nasze ziem­skie sprawy

Będziemy się prze­ko­mar­zać kto jest kim
By jakoś zaba­wiać się w tym powro­cie z Syberii
Pierwszy powrót dotyc­zył mapy i kilo­me­trów
Drugi  – cza­su i sekund  
Nie wia­do­mo kto jest sło­wem kto myślą a kto wyo­braź­nią
Jak kon­ty­nen­ty z płas­kor­zeź­by
Prawdziwy jest nie do wyku­cia w żad­nym kamie­niu
Ostatni jest skałą prze­bitą włócz­nią wody
Jak skała z poetką wska­ku­jącą w prze­paść mor­za
Przepaść otwor­zy ramio­na a morze odsło­ni Twarz Nowego Lądu

 

Nos affaires ter­restres

On se taqui­ne­ra pour savoir qui est qui
Pour s’amuser en quelque sorte en ce retour de Sibérie
Le pre­mier retour concer­nait la carte et les kilo­mètres
Le deuxième – le temps et les secondes
On ne sait qui est le mot qui la pen­sée et qui l’imagination
Comme des conti­nents de bas-reliefs
Le vrai est impos­sible à gra­ver dans la pierre
Le der­nier est un rocher per­cé par la lance de l’eau
Tel le rocher de la poé­tesse qui saute dans le gouffre marin
Le gouffre ouvre les bras et la mer dévoile le Visage d’une Autre Terre

 

°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°

 

 

Odwrotnie pro­porc­jo­nal­nie do całoś­ci

Płaczesz gwiaz­da­mi jak wsze­chś­wiat któ­ry nie zna swo­jej mat­ki
Kosmos bud­zi się ze snu wyj­mu­jąc z rąk swoich posłańców ostr­za śmier­tel­nej str­zały
Pamięć tego cier­pie­nia prze­niknęła wszyst­kie gwiaz­dy
Sączą czer­wień z ognis­tych ust kogoś kto współodc­zu­wa z nim
Pozostają krwawe śla­dy jak język gwiazd w kons­te­lac­ji odchodzą­ce­go ciała
Błękitna pla­ne­ta jest jak pierś­cień na wska­zu­ją­cym pal­cu ofia­ry i środ­kowym pal­cu opraw­cy
Dwa bie­gu­ny jak dwie szale wagi na któ­rych ciąży nie tyle sku­tek co przyc­zy­na

 

Inversement pro­por­tion­nel au tout

Tu pleures des étoiles comme l’univers qui ne connaît pas sa mère
Le cos­mos s’éveille en sor­tant des manches de ses envoyés la pointe d’une flèche mor­telle
Le sou­ve­nir de cette souf­france a péné­tré toutes les étoiles
Elles versent le rouge des lèvres de feu de quelqu’un qui com­pa­tit avec elles
Restent des traces san­glantes comme la langue des étoiles dans la constel­la­tion du corps qui s’en va
La pla­nète bleue est comme une bague sur l’index d’une vic­time sur le majeur d’un tor­tion­naire
Deux pôles comme deux pla­teaux d’une balance sur les­quels pèse non pas tant l’effet que la cause

 

°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°

 

Kryształ

Zastanawiasz się nad Liczbą by wid­zieć z okna coś wię­cej niż widok
Zastanawiasz się nad Liczbą którą było widać z okna kuch­ni
Gdy byłaś dzie­ckiem Liczba przy­chod­ziła do cie­bie
Prosiła o chleb z masłem i zapa­loną zapałkę
Znałaś jej dra­mat : pra­gnie­nie otwar­tej przes­tr­ze­ni i światła
Tutaj międ­zy klaus­tro­fo­bicz­ny­mi budyn­ka­mi
Skomlała jak wraż­li­wość któ­ra skom­li w wiers­zu
Wypracowanie bólu dos­ko­nałe­go
Kwintesencja obnaża­nia sie­bie i świa­ta
Liczba smaży naleś­ni­ki i każe cze­kać na skr­za­ta szczęś­cia
W cie­niu Liczby sta­wiałaś pro­wi­zo­rycz­ny dom
Widząc jak znac­zy obec­noś­cią każ­dy twój krok
Odcięta od tego co powin­no być wia­dome
Wybierałaś nie­wid­zialne bo rzec­zy­wis­tość zdrad­zała
Liczba któ­ra nie jest prze­lic­zal­na na lud­zi
Mówią : pow­tar­zal­ność jest przy­pad­ko­wa
Jakby nie zau­waży­li podo­bieńst­wa międ­zy począt­kiem i koń­cem
Odchodzi przy­chod­zi odchod­zi – wciąż ta sama pla­ne­ta
Brak miłoś­ci i miłość jest tym samym
W inny sposób opo­wied­zia­ny para­dok
Kocham cię międ­zy inny­mi
Związki międ­zy sło­wa­mi jak związ­ki międ­zy ludź­mi
Układają się jak ato­my w krysz­tal
Nie rozu­mie­jąc że każ­dy z nich jest na właś­ciwym mie­js­cu
Każda roz­mo­wa jest niby inna a wciąż ta sama
Jak struk­tu­ra krysz­tału
Przezwyciężanie wie­loś­ci : wciąż ten sam opór przed doty­kiem
Chłopiec z wyta­tuo­waną gwiazdą na pra­wej ręce
Wyodrębniony z tłu­mu na imię ma Nietykalny
Jakby zaist­niała w nim jed­ność
Jakby sta­no­wił całą zawar­tość krysz­tału
Jakby pro­wad­ził nieus­tanną roz­mowę z samym sobą
Przestawia samot­ność jak licz­by
Rysuje nową kole­j­ność cyfr na cyfer­bla­cie
Porządek następstw jak­by usta­na­wiał nowy alfa­bet
Kruszy i sca­la spa­da zło­ta kro­pla
Liczba bawi się w deszcz i szc­zel­nie domy­ka ścia­ny mor­za
Liczba w prze­jr­zys­tym krwioo­bie­gu świa­ta rysuje twój oddech na nie­bie     

 

Cristal

Tu te penches sur le Nombre afin d’en voir plus de la fenêtre que la vue
Tu te penches sur le Nombre que l’on voyait de la fenêtre de la cui­sine
Quand tu étais enfant le Nombre venait à toi
Demandait du pain avec du beurre et une allu­mette allu­mée
Tu savais son drame : désir d’un espace ouvert et de lumière
Ici entre  les bâti­ments claus­tro­phobes
Il implo­rait comme la sen­si­bi­li­té qui implore dans le poème
L’élaboration de la dou­leur par­faite
Quintessence d’une mise à nue de soi et du monde
Le Nombre fait frire des crêpes et demande que l’on attende les lutins du bon­heur
A l’abri du Nombre tu as éle­vé une mai­son pro­vi­soire
Voyant comme cha­cun de tes pas ponc­tue la pré­sence
Séparé de ce qui devrait être su
Tu as choi­si l’invisible car la réa­li­té a tra­hi
Le Nombre que l’on ne peut dénom­brer en gens
On dit : la répé­ti­tion est acci­den­telle
Comme si on n’avait pas remar­qué la res­sem­blance entre le com­men­ce­ment et la fin
Départ arri­vée départ – même pla­nète sans cesse
Manque d’amour et l’amour est ce même
Paradoxe for­mu­lé d’une autre manière
Je t’aime entre autres
Les liens entre les mots tels les liens entre les gens
S’agencent comme les atomes dans le cris­tal
Sans com­prendre que cha­cun d’eux est à sa place propre
Chaque dia­logue est dif­fé­rent et pour­tant sans cesse le même
Comme la struc­ture du cris­tal
Triompher du mul­tiple : tou­jours cette même résis­tance face au tou­cher
Un gars avec une étoile tatouée au bras droit
Distingué de la foule il a pour nom Intouchable
Comme s’il exis­tait en lui l’unité
Comme s’il consti­tuait tout le conte­nu du cris­tal
Comme s’il pour­sui­vait un dia­logue inin­ter­rom­pu avec lui-même
Il pré­sente la soli­tude comme des nombres
Il des­sine une nou­velle suite de chiffres sur le cadran
L’ordre des consé­quences comme s’il com­po­sait un nou­vel alpha­bet
Se désa­grège et fusionne tombe une goutte dorée
Le Nombre joue à la pluie et assemble her­mé­ti­que­ment les murs de la mer
Le Nombre dans la lim­pide cir­cu­la­tion san­guine du monde des­sine ton souffle sur le ciel

 

°°°°°
°°°

 

 

 

 

X